Hans Zimmer w gdańskiej Ergo Arenie

Dnia 30 kwietnia 2016 roku, w Gdańskiej Ergo Arenie, odbyło się jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych minionego roku. Gwiazdą był wielki kompozytor muzyki filmowej, Hans Zimmer wraz z orkiestrą.

Informacja o wydarzeniu pojawiła się jeszcze pod koniec 2015 roku w okolicach września. Do listopada cierpliwie czekaliśmy, aż ruszy sprzedaż biletów. Wreszcie nadszedł ten moment – otwarto sklep internetowy, gdzie można było wybrać interesujące nas miejsca. Od znajomych wiedzieliśmy, że optymalnym finansowo, wizualnie i akustycznie miejscem, jest sektor 300. Tak też uczyniliśmy. Wybraliśmy miejscówki i sfinalizowaliśmy transakcję. Wówczas pozostało już tylko czekać.

Kiedy nadszedł dzień koncertu, emocje sięgały zenitu. Sama świadomość tego, co się wydarzy w przeciągu kilku najbliższych godzin, przyprawiała mnie o dreszcze. Kiedy wybiła godzina wyjazdu, z ogromnym uśmiechem na twarzy udaliśmy się w kierunku Gdańska. Przy hali koncertowej był tłum ludzi, na szczęście wpuszczanie do środka przebiegało sprawnie. Zajęliśmy swoje miejsca i oczekiwaliśmy rozpoczęcia widowiska. Kiedy zgasły światła, po ciele przebiegł mi dreszcz. Po chwili wszystko rozbłysło i pojawił się ON, sam mistrz wraz z orkiestrą. Już pierwsze dźwięki wywołały we mnie ogromne wzruszenie, potem było już coraz intensywnej. W pewnym momencie ze sceny rozbrzmiał utwór z „Króla Lwa”, a z moich oczu popłynęły łzy. To, co się tam działo, było nieprawdopodobne. Zaraz potem usłyszeliśmy jedną z najpiękniejszych melodii napisach przez Hansa Zimmera. Na żywo, na wielkiej scenie, ogromna orkiestra zagrała motyw przewodni z „Gladiatora”. Dźwięk docierał do najgłębszych zakątków mojej duszy. Każda nutka była niczym komórka mego ciała. Było idealnie. Łzy wzruszenia wciąż płynęły, a ręce trzęsły się okrutnie – nie mogłam przestać. Między utworami kompozytor opowiadał historie swoich kompozycji. Mówił, jak dzwonili do niego reżyserzy, streszczając scenariusz planowanych filmów i prosząc o muzykę do nich. Po godzinie ogłoszono przerwę.

Zaraz po powrocie i ponownym rozpoczęciu koncertu, dynamika utworów narastała. Nagle zaczynają się „Piraci z Karaibów”, wówczas zaczęłam się zastanawiać, czy to aby nie jest sen, bo wszystko jest zbyt piękne, aby mogło dziać się naprawdę. Jednak to był prawda. Wielki geniusz z około 100-osobową orkiestrą i chórem, przed nami na żywo, grał utwory z dobrze nam znanych filmów. „Incepcja”, „Batman – Dark Night”, „Cienka Czerwona Linia” – nie sposób wymienić wszystkich. Wrażenie, które wywarł na nas muzyk, jest nieocenione. Uczestnictwo w tym koncercie, to jedna z najpiękniejszych chwil w życiu. Ta muzyka przyniosła emocje, które są w nas do dziś. To była prawdziwa magia.